BANER
Mamry Giżycko

LIDER NIE MIAŁ LEKKO

Do 89. minuty sobotniego starcia ostatnich w tabeli Mamr z liderem Legionovią Legionowo pachniało ogromną niespodzianką – bramkarz gospodarzy Maciej Woźniak zachowywał bowiem czyste konto. Niestety, ostatecznie giżycczanom znowu nie udało się zapunktować na własnym boisku.

Wytypowanie faworyta meczu 10. kolejki trzeciej ligi było dziecinną fraszką – Legionovię i Mamry dzieliło bowiem aż 18 (!) miejsc w tabeli. Optymizmu przed potyczką z najskuteczniejszą drużyną ligi próżno było również szukać w przedmeczowych doniesieniach z szatni giżycczan. W tygodniu wydłużyła się bowiem lista graczy, z usług których trener Przemysław Łapiński nie mógł skorzystać w sobotnie popołudnie – do kontuzjowanych Michała Świderskiego i Pawła Dymińskiego dołączyli Mariusz Rutkowski i Paweł Drażba, oddelegowani do obrony granic Rzeczypospolitej, kadra została także uszczuplona o Radosława Gulbierza, którego decyzją Zarządu Klubu nie będziemy  już oglądać w trykocie “GieKSy”. W obliczu nawarstwiających się problemów Mamr tak zwani spece od futbolu nie mieli wątpliwości, że kwestią nie jest to, czy Legionovia wygra siódmy mecz w tym sezonie, ale to, ile razy piłka wpadnie do siatki gospodarzy.

Do planowanego blamażu beniaminka jednakże nie doszło. Mamry, mądrze ustawione przez swego szkoleniowca, konsekwentnie realizowały przedmeczowe założenia, będąc – zwłaszcza w pierwszej połowie – równorzędnym rywalem dla wyżej notowanych gości. Ktoś, kto oglądałby mecz nie znając statusu obu ekip, z pewnością nie przypuszczałby nawet, że grają drużyny z przeciwległych biegunów tabeli. W drugiej odsłonie lider osiągnął przewagę (choć nadal trudno było o zachwyty nad jego grą), trener legionowian “odświeżył szeregi”, wprowadzając kilku nowych graczy, co – jak się później okazało – było bardzo dobrym posunięciem (jaka szkoda, że Przemysław Łapiński miał w tej kwestii mocno ograniczone pole manewru). Defensywa Mamr dzielnie stawiała opór rywalom do wspomnianej feralnej 89. minuty (sześć minut wcześniej w sukurs gospodarzom  przyszła poprzeczka), kiedy to po wrzutce z prawej strony wprowadzony po przerwie Artur Balicki “na raty” pokonał Macieja Woźniaka. Ogromna radość przyjezdnych to najlepszy dowód na to, jak ciężkie dla nich było sobotnie starcie (co zresztą przyznali we wpisie na klubowym facebooku).

– Mamry to nie jest tak słaby zespół, jak wskazuje miejsce w tabeli – powiedział po meczu szkoleniowiec Legionovii Michał Piros.- Potrzebujecie jakiejś iskry, zapalnika, by wszystko zaczęło funkcjonować jak należy.

Z kolei Przemysław Łapiński podziękował swoim podopiecznym za ambitną walkę.

– Chłopaki dali z siebie maksa i niewiele zabrakło, by wywalczyć dziś cenną zdobycz w starciu z liderem – stwierdził opiekun ekipy znad Niegocina. Dodajmy, iż – patrząc na pozostałe wyniki 10. kolejki – potencjalny punkt w sobotnim meczu zapewniłby “GieKsie” opuszczenie strefy spadkowej.

W potyczce z Legionovią Mamry zagrali: Maciej Woźniak, Wojciech Kuriata, Błażej Drężek, Adrian Kucharski, Łukasz Broź, Bartosz Kulik, Arkadiusz Mroczkowski, Mariusz Bucio (Paweł Adamiec), Rafał Raiński (Krystian Sadocha), Szymon Łapiński, Krystian Wiszniewski.

Przed “GieKSą” wyjazd do Szczuczyna i arcyważne spotkanie z tamtejszą Wissą (2 października). Najbliższy rywal giżycczan zdobył dotychczas 8 punktów (Mamry – 7), co plasuje go na otwierającym zonę degradacyjną 16. pozycji.